Giewont to tradycyjna góra turystów i "turystów". Żeby go zdobyć nie potrzeba żadnych umiejętności, jednak można tam spotkać i dość wymagające podejścia i łańcuchy i odrobinę chociaż ekspozycji... nie należy jednak zapominać, że Giewont znajduje się w górach i obowiązuje odpowiedni ubiór i włączenie myślenia.
Nasza wyprawa rozpoczyna się na parkingu przy rondzie w Kuźnicach (1 zł za pierwszą i 2 zł za każdą następną godzinę postoju), busem podjeżdżamy do Kuźnic skąd kolejką można dostać się na Kasprowy wierch. My przechodzimy koło kas TPNu (kupujemy bilet) i kierujemy się niebieskim szlakiem do schroniska na Hali Kondratowej, które osiągamy po nieco ponad godzinie wędrówki. Po drodze omijamy hotel górski PTTK na polanie Kalatówki. jeśli mamy taką ochotę, możemy oczywiście do niego wstąpić, ale po co :)
Krótko po minięciu Kalatówek mijamy też jaskinię Bystrej (problematyka nazwy i nie tylko, opisana szerzej), która jest niedostepna zwykłym śmiertelnikom. co więcej, również pomniejsi herosowie nie mogą się do niej dostać, ponieważ TPN otoczył ją ścisłą ochroną i nikogo do niej nie dopuszcza, motywując to koniecznością ochrony ujęcia wody z wywierzyska Bystrej. Po krótkim odpoczynku na Hali Kondratowej odbijamy lekko w prawo i niebieskim szlakiem rozpoczynamy podejście w kierunku Giewontu, malowniczą ścieżką, wijącą się najpierw spokojnie, później troszkę mocniej, pod górę. Poruszamy się Doliną Małego Szerokiego, po prawej mając Długi Giewont.
Dochodzimy do Kondrackiej przełęczy, zwanej też herbacianą przełęczą (nazwanej tak, gdyż niegdyś góralki sprzedawały tutaj herbatę turystom - ciekawe za jaką cenę ;) ), gdzie chwilę odpoczywamy i rozkoszujemy się otaczającym pięknem. Nasza wycieczka jednak pozbawiona była rozkoszowania się, ponieważ niewiele niżej przed przełęczą ogarnęła nas mgła. Tutaj także jest dobre miejsce, by przygotować się do wejścia na szczyt, czyli nałożyć na siebie cieplejsze ubranie. Dobrze jest też włożyć rękawiczki - pomagają w kontakcie z łańcuchami.
Nie zmieniając szlaku (niebieski) kierujemy się w prawo (od naszego wejścia na przełęcz) i wędrujemy do skrzyżowania, gdzie droga staje się jednokierunkowa. Jak mamy szczęście, to nie ma wielkiej kolejki (czyli jest tylko jakieś kilkadziesiąt osób). Okazuje się również, że przed nami są osoby, które muszą mieć zdjęcie na każdym łańcuchu, z jego początku, końca i w środku, a także ludzie, których ubiór pretenduje ich raczej do spacerów po Krupówkach i nieporozumieniem jest ich obecność tutaj. Więc zamiast pięciu minut na szczyt, idziemy pół godziny.
Wchodzimy na szczyt, jak mamy okazję, podziwiamy widoki (my nie mieliśmy, mgła i ruch turystyczny jednostajnie posuwisty) i usiłujemy spokojnie zejść po łańcuchach na dół.
I tu drobna uwaga. Ludzie zachowują się koszmarnie. Nie przestrzegają żadnych reguł, lezą nie korzystając z łańcuchów i ścieżek, byle szybciej, byle wyprzedzić, wiszą po dziesięciu na jednym łancuchu... O śmieciach wspominać nie będę, bo i po co. Przecież się pozbierają... same.
Schodzimy z powrotem (wydaje mi się, że zejście jest jednak bardziej wymagające od podejścia), jednak już nie do samej przełeczy, tylko wcześniej skręcamy w prawo, na czerwony szlak w kierunku Przełęczy w Grzybowcu (z Giewontu 80 minut), omijająć po prawej stronie szczyt Małego Giewontu, a po lewej Źleb Śpiących Rycerzy. Po drodze przechodzimy przez malowniczą przełęcz Bacuch. Trasa jest średnio trudna, ponieważ wędrujemy rozmytą, kamienną ścieżką, niejednokrotnie podpierając się rękami - więc niewprawni turyści zdecydowanie mogą poczuć tę trasę w nogach (a przede wszystkim w kolanach).
Na Przełęczy w Grzybowcu nasz szlak łączy się z czarnym szlakiem i schodzimy do Doliny Strążyskiej. Tutaj dla chętnych, podejście żółtym szlakiem pod wodospad Siklawica. Można ruszyć też dalej prosto, czarnym szlakiem, poprzez Ścieżkę nad reglami.
My jednak podążamy dalej szlakiem czerwonym w dół, wychodząc już z terenu TPNu. Przy parkingu skręcamy w prawo, na ścieżkę pod reglami i wędrujemy w kierunku parkingu, na którym pozostawiliśmy samochód. Po drodze mijamy odgałęzienie szlaku w kierunku jaskini Dziura ( dokładny opis jaskini), później mijamy również zakopiańskie skocznie narciarskie (Wielka Krokiew). Schodzimy do parkingu, wsiadamy w auto i jedziemy na zasłużony obiad :) |