Fotografią zajmuję się zupełnie rozrywkowo, od właściwie 2000 roku. Używałem wtedy Olympusa IS300 i miło wspominam tę maszynę, pomimo że to dość prosty aparat. Więcej o fotografii zacząłem wiedzieć od drugiej połowy 2001 roku, kiedy to podczas krótkiej wizyty w USA zakupiłem Minoltę Maxxum 5. Wtedy też zacząłem poznawać różnice między przesłoną a lampą błyskową;D
Zaglądając od czasu do czasu na grupę pl.rec.foto stwierdziłem, iż Minolta to za mało i trzeba coś nowego. I wtedy pojawił się w domu aparat Porst C - TL Super. I coraz więcej szkieł na m42. O dodatkowym osprzęcie nie wspominając. I nie raz kląłem na siebie niemożebnie, gdy taszczyłem to całe ustrojstwo (dobre kilka kilo!), wraz ze statywem (następne kilka kilo) i plecakiem/torbą. Po to, że być może będzie można zrobić zdjęcia:) No ale, co kto lubi :D
Aż pewnego pięknego dnia, w krakowskim muzeum lotnictwa wściekłem się. Dlaczego koledzy mogą siedzieć z aparatem cyfrowym pod skrzydłem i "rąbać" dziesiątki zdjęć wnękom i goleniom, a ja muszę z tym swoim "zabytkiem" przymierzać się do każdego zdjęcia?! Tak niedobrze, tak źle, bo lampa nie doświetli, tak też, bo tu nie widać, a na kliszy mi zostały już tylko 32 klatki, a samolotów do sfotografowania 40....
Minolta zmieniła właściciela:) Z łezką w oku, bo jednak sporo kliszy przeszliśmy z tym aparatem. Ale cóż, jej miejsce zajął cyfrowy Canon A60. Niech sobie mówią, że "syfrówka", że coś tam, ale w ogromej ilości zastosowań staje mi się (ju po kilkunastu dniach) niezbędna. W każdym razie, zdjęcia robię "syfrówką", a fotografuję analogiem:)
Wszechświat nie znosi zastoju i Porst również został sprzedany. Przyszedł system Nikona i trochę różnego śmiecia z nim związanego. I teraz taszczę tą kupę kilogramów na własnych plecach, często gęsto w deszczu i śniegu, w górę i w dół, klnąc nie raz na czym świat stoi :) Ale czego się nie robi dla własnej przyjemności.
W ostatnim okresie nawet zacząłem myśleć trochę poważniej o fotografii i zobaczymy co z tego myślenia będzie. A dokładniej, co o moim myśleniu myśli NG ;P |